Pielęgnacja drzewek w donicach przejÅ›ciowych.
-
Dziadek
Pielęgnacja drzewek w donicach przejÅ›ciowych.
Witam.
Wszyscy mówimy o nawożeniu drzewek bonsai ale sporo z nas uprawia je w donicach przejściowych takich np.jak mój dąb i buk gdzie donice mają średnice prawie 50 cm czyli można powiedzieć,że rosną tak jak w gruncie.I tym tematem wydaje mi się ,że zamieszam w podejściu do uprawy szczególnie młodym adeptom sztuki bonsai.
Wszyscy mówimy o nawożeniu drzewek bonsai ale sporo z nas uprawia je w donicach przejściowych takich np.jak mój dąb i buk gdzie donice mają średnice prawie 50 cm czyli można powiedzieć,że rosną tak jak w gruncie.I tym tematem wydaje mi się ,że zamieszam w podejściu do uprawy szczególnie młodym adeptom sztuki bonsai.
- Załączniki
-
- 1buk przed przyciĂŞciem.jpg (52.09 KiB) Przejrzano 8093 razy
-
- dÂąb po skrĂłceniu korony ale przed przyciĂŞciem galezi.jpg (57.07 KiB) Przejrzano 8094 razy
- AnnaDorota
- wspieram forum (brąz)

- Posty: 1444
- Rejestracja: 22 lip 2004, 14:34
- 21
- Lokalizacja: Zawiercie
- Bolas
- wspieram forum (srebro)

- Posty: 2441
- Rejestracja: 20 lis 2004, 18:03
- 21
- Imie i nazwisko: Boleslaw Wujczyk
- Województwo: śląskie
- Lokalizacja: Żory
- Kontakt:
Tylko ze nadal jest to jezyk chinski dla poczatkujących.
Gohan chodzi o to ze wytarganej z natury rosliny nie pakujemy NIGDY do doniczki docelowej (plaskiej dla bonsai). Doniczka przejsciowa jest zawsze duzo wieksza odpowiednio dla wielkosci rosliny i jej potrzeb. Taka roslina musi przyzwyczaic sie do innego rodzaju podłoza i do innych warunków trzymania utrzymywania jej przy zyciu. taki okres przejsciowy dla roslin z naszego klimatu powinien wynosic od3 - 5 lat niekiedy nawet dłuzej. Dlatego wiekszosc adeptów robi błąd kształtujac na łapcika lub mowiac ze wczoraj wykopałem a dzis wyglada tak (bo za rok nie bedzie sie miał czym chwalic).
mam nadzieje ze jakos wyjasniłem to co chciał przekazac Dziadek Roman
Gohan chodzi o to ze wytarganej z natury rosliny nie pakujemy NIGDY do doniczki docelowej (plaskiej dla bonsai). Doniczka przejsciowa jest zawsze duzo wieksza odpowiednio dla wielkosci rosliny i jej potrzeb. Taka roslina musi przyzwyczaic sie do innego rodzaju podłoza i do innych warunków trzymania utrzymywania jej przy zyciu. taki okres przejsciowy dla roslin z naszego klimatu powinien wynosic od3 - 5 lat niekiedy nawet dłuzej. Dlatego wiekszosc adeptów robi błąd kształtujac na łapcika lub mowiac ze wczoraj wykopałem a dzis wyglada tak (bo za rok nie bedzie sie miał czym chwalic).
mam nadzieje ze jakos wyjasniłem to co chciał przekazac Dziadek Roman
Pozdrawiam
Bolesław Wujczyk
Bolesław Wujczyk
-
TeLoN
To by trzeba umieścić jako okienko wyskakujące gdy się wchodzi na forumBolas pisze:[...]Dlatego wiekszosc adeptów robi błąd kształtujac na łapcika lub mowiac ze wczoraj wykopałem a dzis wyglada tak (bo za rok nie bedzie sie miał czym chwalic).
Co do Twojego pytania Deoos to drzewka są pozyskane z natury.
- Sentinel
- Posty: 127
- Rejestracja: 16 maja 2005, 14:35
- 20
- Imie i nazwisko: Bartosz K
- Województwo: wielkopolskie
- Lokalizacja: Poznań
- Kontakt:
Witam,
Moja przygoda z bonsai trwa zaledwie 10 miesięcy i na razie głównie zdobywam wiedzę teoretyczną. Mam balkon i brak możliwości trzymania materiału w gruncie. Jak mam więc traktować wypowiedzi "trzymaj to drzewko 5 lat w gruncie"? Mogę to traktować w skali 1:1 jako równoznaczne z pojemnikiem przejściowym (duża donica, małe drzewko)? Czy takie efekty jak w gruncie, w przejściówce można uzyskać równie szybko?
Tak przy okazji, widzę tu pewien paradoks. Zależy nam na jak najmniejszym pojemniku i grubym, solidnym pniu. Ale gruby pień można uzyskać praktycznie tylko w gruncie/dużym pojemniku.
Może więc nie warto szaleć z tymi pojemniczkami. Lepiej kupić ładną, wielką, glinianą donicę, ciągle skromnie mówić, że to dopiero materiał na bonsai. A po 20 latach...
Pozdrawiam
Bartek
Moja przygoda z bonsai trwa zaledwie 10 miesięcy i na razie głównie zdobywam wiedzę teoretyczną. Mam balkon i brak możliwości trzymania materiału w gruncie. Jak mam więc traktować wypowiedzi "trzymaj to drzewko 5 lat w gruncie"? Mogę to traktować w skali 1:1 jako równoznaczne z pojemnikiem przejściowym (duża donica, małe drzewko)? Czy takie efekty jak w gruncie, w przejściówce można uzyskać równie szybko?
Tak przy okazji, widzę tu pewien paradoks. Zależy nam na jak najmniejszym pojemniku i grubym, solidnym pniu. Ale gruby pień można uzyskać praktycznie tylko w gruncie/dużym pojemniku.
Może więc nie warto szaleć z tymi pojemniczkami. Lepiej kupić ładną, wielką, glinianą donicę, ciągle skromnie mówić, że to dopiero materiał na bonsai. A po 20 latach...
Pozdrawiam
Bartek
Pozdrawiam
Bartek
Bartek
-
Tatko Łukasz
Ok., więc sprawa przedstawia się następująco.
Wiadomo, że najefektowniejsze bonsai odznaczają się grubym i pięknie wyglądającym pniem, który osiągnąć można najszybciej poprzez nieograniczony i swobodny wzrost całego drzewa. Nie ma co się rozpisywać na ten temat: jeśli chcemy pochwalić się efektownym drzewkiem musimy najpierw zadbać, aby miało odpowiednie proporcje pnia do jego wysokości – najczęstszy chyba błąd występujący wśród nowicjuszy to formowanie rośliny, która ma pień średnicy ołówka. Osiągnięcie pnia o odpowiedniej grubości to moim zdaniem jedna z podstawowych i pierwszych rzeczy, o które musimy zadbać, jeśli chcemy w ogóle rozpocząć proces formowania. Jak więc osiągnąć odpowiednią grubość pnia? Sprawa jest prosta: najlepiej posadzić roślinę do gruntu i czekać. Po pierwszym roku od posadzenia może nie zauważymy rzucającej się w oczy różnicy. W drugim roku średnica pnia ulegnie już zdecydowanemu powiększeniu, natomiast rok 3 to już naprawdę spora poprawa.
Wydawać by się mogło, że skoro na nieograniczonej głębokości i przestrzeni drzewo rośnie najszybciej, to w przypadku braku gruntu pod ręką wystarczy małą sadzonkę posadzić w 50 litrowej donicy i osiągnie się ten sam efekt. Niestety, to mit – i to mit często pojawiający się w tzw. dobrych radach dla początkujących. A dlaczego?
Musimy spojrzeć na sprawę z punktu widzenia fizyki. Jeśli podlewamy drzewo rosnące w doniczce, to (głównie dzięki siłom ciążenia) woda podążać będzie w głąb doniczki i wypływać poprzez otwory w dnie doniczki aż do momentu osiągnięcia pewnego poziomu nasycenia. Ten poziom w doniczce zależy przede wszystkim od podłoża, które stosujemy – jeśli jest ono bardziej przepuszczalne, poziom nasycenia będzie niższy. Jeśli bardziej „zbite” – wyższy. Dodatkowo, doniczka posiadając z boków i od spodu ograniczenie w postaci np. plastiku, terakoty zupełnie zmienia zasady cyrkulacji powietrza, stając się nieprzepuszczalna dla niego naokoło i od spodu. W gruncie warunki są zupełnie inne – woda i powietrze mogą się w miarę swobodnie przemieszczać w dół i na boki nie napotykając ograniczeń ( no chyba, że posadzimy w gruncie drzewo na warstwie jakiegoś trudno przepuszczalnego materiału – np. gliny).
Mamy więc doniczkę, która po podlaniu posiada pewną warstwę nasyconą – najczęściej tuż na drenażem. Wilgoć, która już po wylaniu się wody przez otwory odpływowe pozostaje w glebie „ucieka” z doniczki na dwa sposoby – poprzez parowanie oraz poprzez „wysysanie” jej przez korzenie, co bezpośrednio wynika z procesu transpiracji liści. Załóżmy więc że posadziliśmy małe drzewko o głębokości bryły korzeniowej 6 cm do doniczki o wysokości 30 centymetrów i podlaliśmy je. Zbyt płytka bryła korzeniowa nie będzie w stanie pobierać wody z położonej na dnie doniczki nasyconej warstwy ziemi. Parowanie również jest ograniczone, jak już napisałem , przez plastikowe boki doniczki – na pewno proces parowania samej wierzchniej warstwy ziemi nie jest w stanie „odparować” całości wilgoci zalegającej w dolnej części pojemnika nieskolonizowanego przez korzenie.
Co więc dzieje się, gdy mamy do czynienia z powyższą sytuacją? Kilka złych rzeczy. Przede wszystkim woda zalegająca w dolnych częściach doniczki, niewykorzystywana przez korzenie, które nie są w stanie do niej sięgnąć, powoduje szybszy rozkład organicznych materiałów, które wykorzystaliśmy w naszej mieszance – np. torfu czy drobno zmielonej kory. Może to doprowadzić do takiego ‘zbicia’ się podłoża, że przepuszczalność drastycznie się zmniejszy – z każdym podlewaniem pogorszymy jeszcze sytuację, aż w końcu korzenie tkwić będą w wilgotnej i nieprzepuszczalnej, zbitej ziemi, co w końcu doprowadzi do ich gnicia. Z biegiem czasu zauważymy też, że zmniejszamy chcąc nie chcą częstotliwość podlewania, bo ziemia pozostaje przez długi czas wilgotna.
Idziemy dalej: im rzadziej podlewamy (z powyższych przyczyn) – tym rzadziej dostarczamy naszym korzeniom świeżą dawkę tlenu. Woda przesiąkając przez podłoże powoduje, że korzenie mają możliwość przeprowadzenia odpowiedniej wymiany gazowej – pozbywają się dwutlenku węgla i pobierają tlen. Im częściej zachodzi więc potrzeba podlewania (optymalnie raz dziennie), tym lepiej funkcjonują korzenie drzewa, a przecież to one są bezpośrednio odpowiedzialne za SZYBKI wzrost drzewka i co za tym idzie SZYBSZE pogrubienie pnia!
Dochodzimy do sedna sprawy: najszybszy wzrost rośliny (oczywiście jeśli nie możemy prowadzić jej w gruncie) następuje w pojemniku tylko nieznacznie większym od wielkości jej bryły korzeniowej i w podłożu o dobrej przepuszczalności – są to dwa podstawowe warunki umożliwiające szybki wzrost, jeśli nie mamy pod ręka kawałka działki.
Należy jednak uważnie obserwować bryłę korzeniową i co wiosnę sprawdzać, czy nie jest przerośnięta – przerośnięcie bryły zahamuje wzrost drzewa tak samo jak zbyt duża donica. W takiej sytuacji przesadzamy drzewo, ale tylko do odrobinę większej doniczki, by uniknąć problemów, o których mówimy.
Mam nadzieję, że to, co piszę ma sens – w moim przypadku się sprawdza, potwierdzone jest też przez znanych hodowców.
Wiadomo, że najefektowniejsze bonsai odznaczają się grubym i pięknie wyglądającym pniem, który osiągnąć można najszybciej poprzez nieograniczony i swobodny wzrost całego drzewa. Nie ma co się rozpisywać na ten temat: jeśli chcemy pochwalić się efektownym drzewkiem musimy najpierw zadbać, aby miało odpowiednie proporcje pnia do jego wysokości – najczęstszy chyba błąd występujący wśród nowicjuszy to formowanie rośliny, która ma pień średnicy ołówka. Osiągnięcie pnia o odpowiedniej grubości to moim zdaniem jedna z podstawowych i pierwszych rzeczy, o które musimy zadbać, jeśli chcemy w ogóle rozpocząć proces formowania. Jak więc osiągnąć odpowiednią grubość pnia? Sprawa jest prosta: najlepiej posadzić roślinę do gruntu i czekać. Po pierwszym roku od posadzenia może nie zauważymy rzucającej się w oczy różnicy. W drugim roku średnica pnia ulegnie już zdecydowanemu powiększeniu, natomiast rok 3 to już naprawdę spora poprawa.
Wydawać by się mogło, że skoro na nieograniczonej głębokości i przestrzeni drzewo rośnie najszybciej, to w przypadku braku gruntu pod ręką wystarczy małą sadzonkę posadzić w 50 litrowej donicy i osiągnie się ten sam efekt. Niestety, to mit – i to mit często pojawiający się w tzw. dobrych radach dla początkujących. A dlaczego?
Musimy spojrzeć na sprawę z punktu widzenia fizyki. Jeśli podlewamy drzewo rosnące w doniczce, to (głównie dzięki siłom ciążenia) woda podążać będzie w głąb doniczki i wypływać poprzez otwory w dnie doniczki aż do momentu osiągnięcia pewnego poziomu nasycenia. Ten poziom w doniczce zależy przede wszystkim od podłoża, które stosujemy – jeśli jest ono bardziej przepuszczalne, poziom nasycenia będzie niższy. Jeśli bardziej „zbite” – wyższy. Dodatkowo, doniczka posiadając z boków i od spodu ograniczenie w postaci np. plastiku, terakoty zupełnie zmienia zasady cyrkulacji powietrza, stając się nieprzepuszczalna dla niego naokoło i od spodu. W gruncie warunki są zupełnie inne – woda i powietrze mogą się w miarę swobodnie przemieszczać w dół i na boki nie napotykając ograniczeń ( no chyba, że posadzimy w gruncie drzewo na warstwie jakiegoś trudno przepuszczalnego materiału – np. gliny).
Mamy więc doniczkę, która po podlaniu posiada pewną warstwę nasyconą – najczęściej tuż na drenażem. Wilgoć, która już po wylaniu się wody przez otwory odpływowe pozostaje w glebie „ucieka” z doniczki na dwa sposoby – poprzez parowanie oraz poprzez „wysysanie” jej przez korzenie, co bezpośrednio wynika z procesu transpiracji liści. Załóżmy więc że posadziliśmy małe drzewko o głębokości bryły korzeniowej 6 cm do doniczki o wysokości 30 centymetrów i podlaliśmy je. Zbyt płytka bryła korzeniowa nie będzie w stanie pobierać wody z położonej na dnie doniczki nasyconej warstwy ziemi. Parowanie również jest ograniczone, jak już napisałem , przez plastikowe boki doniczki – na pewno proces parowania samej wierzchniej warstwy ziemi nie jest w stanie „odparować” całości wilgoci zalegającej w dolnej części pojemnika nieskolonizowanego przez korzenie.
Co więc dzieje się, gdy mamy do czynienia z powyższą sytuacją? Kilka złych rzeczy. Przede wszystkim woda zalegająca w dolnych częściach doniczki, niewykorzystywana przez korzenie, które nie są w stanie do niej sięgnąć, powoduje szybszy rozkład organicznych materiałów, które wykorzystaliśmy w naszej mieszance – np. torfu czy drobno zmielonej kory. Może to doprowadzić do takiego ‘zbicia’ się podłoża, że przepuszczalność drastycznie się zmniejszy – z każdym podlewaniem pogorszymy jeszcze sytuację, aż w końcu korzenie tkwić będą w wilgotnej i nieprzepuszczalnej, zbitej ziemi, co w końcu doprowadzi do ich gnicia. Z biegiem czasu zauważymy też, że zmniejszamy chcąc nie chcą częstotliwość podlewania, bo ziemia pozostaje przez długi czas wilgotna.
Idziemy dalej: im rzadziej podlewamy (z powyższych przyczyn) – tym rzadziej dostarczamy naszym korzeniom świeżą dawkę tlenu. Woda przesiąkając przez podłoże powoduje, że korzenie mają możliwość przeprowadzenia odpowiedniej wymiany gazowej – pozbywają się dwutlenku węgla i pobierają tlen. Im częściej zachodzi więc potrzeba podlewania (optymalnie raz dziennie), tym lepiej funkcjonują korzenie drzewa, a przecież to one są bezpośrednio odpowiedzialne za SZYBKI wzrost drzewka i co za tym idzie SZYBSZE pogrubienie pnia!
Dochodzimy do sedna sprawy: najszybszy wzrost rośliny (oczywiście jeśli nie możemy prowadzić jej w gruncie) następuje w pojemniku tylko nieznacznie większym od wielkości jej bryły korzeniowej i w podłożu o dobrej przepuszczalności – są to dwa podstawowe warunki umożliwiające szybki wzrost, jeśli nie mamy pod ręka kawałka działki.
Należy jednak uważnie obserwować bryłę korzeniową i co wiosnę sprawdzać, czy nie jest przerośnięta – przerośnięcie bryły zahamuje wzrost drzewa tak samo jak zbyt duża donica. W takiej sytuacji przesadzamy drzewo, ale tylko do odrobinę większej doniczki, by uniknąć problemów, o których mówimy.
Mam nadzieję, że to, co piszę ma sens – w moim przypadku się sprawdza, potwierdzone jest też przez znanych hodowców.
